Praktycznie (wszystko) o marketingu mobilnym, fotokodach, kodach QR i stronach mobilnych

W Korei Południowej realizowane są naprawdę ciekawe pomysły wykorzystujące marketing mobilny. Na 2d code  pojawił się wpis pokazujący kolejne, moim zdaniem rewelacyjne, wykorzystanie fotokodów. Największy dom handlowy w Korei Północnej – E-mart wykorzystał kod QR i stronę mobilną by zwiększyć sprzedaż w godzinach wczesnopopołudniowych. Na stronie mobilnej można znaleźć specjalne oferty, kupony rabatowe oraz pobrać aplikację do m-commerce. Jednak nie to jest tą wisienką na torcie, która stanowi o oryginalności tej kampanii. Otóż fotokod można zeskanować jedynie między godziną 12 a 13 lokalnego czasu. Tylko wtedy cienie układają się w taki sposób, że kod QR jest widoczny w całej swojej czarno-białej okazałości. Rozwiązanie genialne w swojej prostocie.


Źródło: Shadow QR Code Campaign Increases Sales 25%, 2d code, http://2d-code.co.uk/shadow-qr-code/

Jednak opisywana kampania nie jest jedynie przykładem kreatywnego wykorzystania marketingu mobilnego – jej rezultatem był wzrost sprzedaży w mało popularnych godzinach o 25%. Nic dodać nic ując tyko się inspirować.

Na marginesie jest to swojego rodzaju dynamiczny fotokod. Podobny efekt uzyskać można wykorzystując system dynamicznych fotokodów taki jak nasz SmartCodesTM. Po skanie kodu QR oferowany będzie zróżnicowany kontent. W ten sposób można oferować promocje dostosowane do pory dnia czy roku.. i nie trzeba martwić się o słoneczną pogodę.

Bartłomiej Słoik
Mobile Card Cast

W wielu artykułach i analizach można przeczytać o tym, że smartfony i tablety będą stopniowo zastępować “tradycyjne” komputery. Mówi się wręcz o erze PostPC. Zadajmy sobie pytanie co to w praktyce oznacza. Czy oprócz tego, że można pokazać na wykresach: „desktopom spadło a mobilnym wzrosło”, ma to jeszcze inny wymiar?

Przyjrzyjmy się temu zagadnieniu na przykładzie stron mobilnych. Zgodnie z obecnymi kanonami sztuki strona internetowa przeznaczona na telefony komórkowe ma stanowić triumf treści (i funkcjonalności) nad formą. Ma być wygodna w użytkowaniu i pozbawiona zbędnych ozdobników. W praktyce oznacza to konieczność stworzenia wygodnego i intuicyjnego interface’u oraz zadbania o dużą szybkość ładowania się strony. Nie powinno się przy tym zaniedbać strony graficznej.

Pewne kontrowersje budzić stosunek zawartości strony mobilnej do zawartości wersji desktopowej. Osobiście myślę, że zależy to od wiedzy na temat potrzeb użytkowników. Strona mobilna gazety powinna zawierać te same treści, które znajdują się na „dużej” stronie. W przypadku hydraulika na pierwszy plan powinny zostać wysunięte dane kontaktowe, oferta i mapa dojazdu; blog dotyczący kwestii hydraulicznych można pominąć.

W ten sposób dochodzimy do pytania czy rosnąca liczba użytkowników tak skonstruowanych stron internetowych będzie miała wpływ na strony „tradycyjne”? W dłuższej perspektywie oceniamy taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. Jak już wspomniałem strony mobilne projektowane są tak, by ich obsługa była jak najprostsza – pod względem nawigacji i dotarcia do treści. Internauci, którzy zasmakowali już w takich stronach będą wymagać tego samego od ich starszych sióstr. A jest to grupa odbiorców stale rosnąca w siłę, w związku z tym warto zastanowić się nie tylko nad wykorzystaniem strony mobilnej ale również wprowadzeniem zmian w funkcjonowaniu i wyglądzie jej desktopowej odpowiedniczki.

Jaka może być strona internetowa przyszłości? Będzie zawierać mniej elementów wydłużających jej wczytywanie, dysponować prostszym, bardziej przejrzystym UI oraz przekazywać krótsze, bardziej konkretne komunikaty. Tu mała uwaga. Szybkość łącz mobilnych i “kablowych” będzie rosła, co może podnieść szybkość otwierania się stron internetowych. Jednocześnie stwarza to jednak pokusę by wykorzystywać coraz bardziej rozbudowane i “szybkościożerne” środki wyrazu. To w jakim stopniu ulegnie się tej pokusie może zdecydować o liczbie odwiedzin na stronie internetowej.

Niewątpliwie jednak strony “biurkowe” nadal będą dawać większe pole do popisu grafikom (tych kilkanaście cali ekranu więcej jednak robi różnicę). Ponadto, przynajmniej na chwilę obecną, charakteryzują się one większa interaktywnością, w porównaniu do stron przeznaczonych na telefony komórkowe.

Przyjmując, że powyższe założenia staną się rzeczywistością, warto przemyśleć sposób prowadzenia działań marketingowych w Internecie. Reklamy poważnie utrudniające dostęp do interesujących treści czy długo ładujące się kreacje mogą przestać przynosić oczekiwane efekty. Swój wpływ mobile odciśnie zapewne także na treści pisanych komunikatów marketingowych. Konieczna stanie się ich konkretyzacja lub pisanie w taki sposób by zachęcały do zapoznania się z nimi w całości.

W ciągu najbliższych kilku lat może czekać nas stopniowe zbliżanie się do siebie stron desktopowych i mobilnych, związane ze zmianami technologii oraz preferencji internautów. Oprócz stron internetowych „ofiarami” mobilnej rewolucji staną się również inne obszary PCtowej aktywności. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, na przykład, zmiany jakie wprowadził Microsoft w Windows 8 to hasło „Post PC” powinniśmy traktować nie tylko w kategoriach ilościowych ale również jakościowych, jako wyznacznik nowego trendu w dziejach rozwoju komputerów… i e-marketingu.

Ostatnio wywiązał się u nas ciekawa dyskusja dotycząca aplikacji i stron mobilnych, a w gruncie rzeczy tego jak współczesne telefony są wykorzystywane. Jeszcze parę lat temu telefon w najlepszym razie mógł zastąpić pendrive i odtwarzacz mp3. Obecnie można na nim zrobić praktycznie wszystko to, co na starym, poczciwym PC. Tu dochodzimy do sedna problemu. Jak należy traktować smartfona z marketingowego punktu widzenia. Tak samo jak PC czy może zupełnie inaczej? Tworzyć strony mobilne czy aplikacje?

Z moich obserwacji wynika, że użytkownicy smartfonów – podobnie jak na swoich PC – wykorzystują głównie te aplikacje, które przydają się im na co dzień plus, oczywiście, Angry Birds ;) Badania to potwierdzają – w miesiącu nie używa się więcej niż 10 aplikacji. Stąd można wyciągnąć, mało odkrywczy, wniosek: jeżeli aplikacja ma służyć realizacji długookresowych celów musi odpowiadać na realne potrzeby konsumentów. Oczywiście duże, renomowane przedsiębiorstwa mogą pozwolić sobie na przygotowanie aplikacji dla potrzeb jednaj akcji. Można ją wówczas potraktować jako element szerszych działań marketingowych – licząc bardziej na szum medialny niż dużą liczbę pobrań. Należy zastanowić się również czy aplikacja ma powielać funkcje oferowane przez stronę mobilną. Z badań, które jakiś czas tremu przeprowadził Nielsen w USA wynika, że większość mobilnych konsumentów mając do wyboru aplikację lub stronę mobilną preferuje tę drugą.

Z naszego wieloletniego doświadczenia w branży wynika, że dobrem pierwszego wyboru dla firm, które wybrały kierunek mobilny, powinna być funkcjonalna i estetyczna mobilna strona internetowa. Wynika to nie tylko z badań nad preferencjami konsumentów (aplikacja czy strona internetowa) ale również większych możliwości dotarcia do klientów i kosztów jakie trzeba ponieść. W przypadku aplikacji trzeba liczyć się z koniecznością dokonania wyboru pomiędzy niskimi kosztami a dostępnością na poszczególnych telefonach. Problemem jest tu duża różnorodność sprzętowa i systemowa. W efekcie im aplikacja lepiej funkcjonuje na różnych urządzeniach tym wyższy jest koszt jej budowy.

Tu powstaje pytanie czy podobnie nie jest ze stronami mobilnymi? To oczywiście zależy od technologii jaką dysponuje ich wykonawca. Jednak niech w tym względzie każdy mówi za siebie, czy też niech „mówią” jego dzieła. W Mobile Card Cast gwarantujemy naszym klientom, że strona dostosuje się do możliwości każdego telefonu komórkowego z dostępem do internetu. Podkreślić należy słowo „dostosuje”. Nasze strony nie są tworzone na zasadzie kompromisu typu: „weźmiemy mniejszą czcionkę, żeby dało się przeczytać tekst również na telefonie z małym ekranem” albo „damy gorsze jakościowo zdjęcia, żeby strona szybko się otwierała”. My nie lubimy takich kompromisów, nasze strony w pełni wykorzystują możliwości telefonu odbiorcy, by zaoferować mu najwyższej jakości doznania na płaszczyznach: graficznej i funkcjonalnej.

Kolejną zaletą stron mobilnych jest to, że właściciel posiada całkowitą kontrolę nad jej aktualizacjami. W efekcie odbiorca za każdym razem otrzymuje najświeższą zawartość. W przypadku aplikacji jej aktualizacja zależy od końcowego użytkownika, który niekoniecznie musi się na nią zdecydować.

Naturalnie strony mobilne mają, przynajmniej póki co, pewne ograniczenia w stosunku do aplikacji. Przede wszystkim wymagają stałego połączenia z internetem (co nota bene odnosi się również do wielu app’ek). Biorąc jednak pod uwagę malejące koszty dostępu do internetu mobilnego nie należy tego faktu demonizować.

Po drugie strony mobilne nie mogą wykorzystywać tak szerokiego spektrum funkcjonalności telefonu jak aplikacje. Jest to pewne ograniczenie w ich wykorzystaniu , przynajmniej na chwilę obecną. Dotyczy ono tych rozwiązań, które, przykładowo, opierają się na rozbudowanej interakcji – takiej z jaką mamy do czynienia w grach-aplikacjach czy w przypadku aplikacji „rozszerzonej rzeczywistości”.

Co należy zatem wybrać jako pierwsze i/lub jedyne? Przede wszystkim należy włączyć mobile do strategii marketingowej, by nie działać ad hoc. Umożliwi to poznanie potrzeb końcowych odbiorców/użytkowników i wybór odpowiedniego rozwiązania. Moim zdaniem działania w sferze mobile rozpocząć od zadbania o to by strona internetowa przedsiębiorstwa otwierała się na telefonach komórkowych, a następnie, o ile wystąpi taka potrzeba, zainwestować w aplikację. Przede wszystkim konsumenci najpierw dotrą na stronę mobilną, a dopiero w drugiej kolejności będą szukać aplikacji w sklepach. Co więcej nawet jeżeli nastawimy się tylko na aplikację dobrze mieć chociaż najprostszą stronę, która będzie zachęcać do jej pobrania.  Mobilne strony internetowe charakteryzuje również większa elastyczność niż ma to miejsce w przypadku aplikacji. Jest to ważne na początku drogi w mobile – łatwiej jest skorygować ewentualne błędy lub testować różne rozwiązania.